W Piechowicach drużyna DJ? stawiła się w składzie: Rafcio; Qba; Ania; Tomek; Jurek; Mirek i ja. Bojowe nastawienie dało się odczuwać podczas pierwszego połączenia telefonicznego pomiędzy naszymi wozami na trasie – na nasze zapytanie gdzie jesteście padła odpowiedź (z nieukrywaną satysfakcją w głosie) – a to my jakieś 10 km przed Wami (-; Flaga DJ? dumnie powiewała nad Piechowicami. Później oczywiście przygotowanie, przejażdżka i pierwsza niespodzianka – Marian wraca z łańcuchem w ręku. Szybka reakcja naszych służb technicznych pozwoliła na przygotowanie sprzętu do startu na czas. Idziemy na start wcześniej sprawdzając jak wygląda czołówka polskiego MTB w 1. sektorze. Bojowo obstawiamy następujące sektory: Rafcio 2, Ja 3, Qba 5, Ania, Tomek, Marian Mirek i Jurek postanowili tym razem zabezpieczać tyły. Mój plan jest taki jak zwykle tzn. po starcie ogień przed siebie a później niech się dzieje co chce, najbardziej oczywiście po ostatnich przejściach obawiając się skurczy. Przez ostatnie dwa tygodnie łyknąłem tyle magnezu, że zacząłem już przyciągać metalowe przedmioty więc pomyślałem sobie że tym razem mnie nie dopadną. 6,5 km trasy podnoszę głowę i widzę jakieś 300 m przed sobą Rafcia, myślę sobie jest dobrze – trzymam dystans, później zaatakuję. Jednak noga nadal podaje nieźle i na 10 km przeprowadzam pierwszy tego dnia atak na naszego Lidera. Kątem oka widzę, że Rafcio nie odpuszcza a na drugim bufecie daruje sobie tankowanie i zaczyna ucieczkę. Zatankowany pod przysłowiowy “korek” ruszam dalej, noga wciąż nieźle podaje więc jadę sobie równym tempem pozostawiając w tyle coraz to nowe osoby, czuję że jest dobrze. Po głowie chodzą mi takie myśli: pierwszy raz zapunktuję w tym roku dla drużyny, warto było wstawać po imprezie o 6. rano i jeździć na Ślężę i Sowę, warto było wszędzie ze sobą rower zabierać no i oczywiście ten ostatni zakup… Taki podekscytowany wjeżdżam singielkiem na ostatnią górkę 5 km przed metą i nie!!!… to mi się nigdy na maratonie nie przytrafiło, to niemożliwe, mówiąc krótko złapałem kapcia (tutaj padło kilka niecenzuralnych słów i zapis z czarnej skrzynki się kończy).
Mariusz
PS
Ogólnie w porównaniu z poprzednim rokiem Organizator trochę pozmieniał trasę w Piechowicach, dodane zostało kilka fajnych technicznych podjazdów i zjazdów. Trasa bardzo mi się podobała, fajny był widok na Świeradów i Stóg Izerski. Tutaj link do zapisu trasy z mojego licznika (suma podjazdów ok. 1300 m) http://www.bikebrother.com/ride/50632
Wyniki BM Piechowice (oczywiście nie w takiej wypasionej tabelce jak to robi Lauek)
Mega
163 500 GRABARCZYK RAFAŁ 75 M3/52 (M)158 03:06:53 18.62 00:46:59 / 132 01:19:28 / 140 370
176 505 LISOWSKI MARIUSZ 78 M3/55 (M)171 03:09:50 18.33 00:45:36 / 108 01:18:17 / 120 364
243 501 BISKUPSKI JAKUB 74 M3/83 (M)232 03:35:55 16.12 00:51:19 / 213 01:28:00 / 220 320
286 511 LAU MARIAN 52 M6/15 (M)266 03:52:16 14.98 00:59:03 / 278 01:40:14 / 284 342
331 506 TOMES TOMASZ 67 M4/58 (M)302 05:34:03 10.42 01:18:58 / 324 02:17:40 / 329 227
332 507 TOMES ANNA 94 K0/4 (K)30 05:34:38 10.40 01:13:19 / 321 02:15:08 / 328 399
Mini
310 2357 TOMES MIROSŁAW WROCŁAW TOMES 62 M4/45 (M)260 02:40:06 126
313 2358 TOMES JERZY WROCŁAW TOMES 96 MM/20 (M)262 02:40:37 222
Drużyny Sport
35 DALEKO JESZCZE? 1338
TOMES TOMASZ WROCŁAW 05:34:03,46 227
TOMES ANNA WROCŁAW 05:34:38,78 399
GRABARCZYK RAFAŁ WROCŁAW 03:06:53,13 370
LAU MARIAN NOWA SÓL 03:52:16,84 342
Rodzinowo (-;
9 TOMES 848
TOMES TOMASZ 227
TOMES ANNA 399
TOMES JERZY 222


Komentarze: 5 do “BM Piechowice, czyli jak cały misterny plan wziął w łeb”
Zostaw komentarz